Etykiety

piątek, 29 marca 2013

Zazdrość...

Nie wiem jak Wy, ale ja kompletnie nie potrafię radzić sobie z uczuciem zazdrości jakie towarzyszy mi w zasadzie non stop. Zawsze byłam zazdrosna o to jak On patrzy na inne kobiety, jak ogląda filmy w internecie, gdzie nawet chwilę pojawiają się cycki czy ładna dziewczyna. Widzę od razu pojawiający się w kącikach ust uśmiech, iskrzące oczy. Zaciskam zęby, czasami próbuję odwrócić Jego uwagę od elementu "zagrażającego" mojej pozycji - a to głupią miną, a to naburmuszeniem. 
Ostatnio jednak zazdrość o samice przerodziła się w PRAWDZIWE ukłucia zazdrości wobec kolegi. Wcześniejsza zazdrość była spowodowana chęcią bycia dla Niego zawsze najpiękniejszą i najładniejszą. Teraz zaczynam czuć się, jakbym spadała na drugi plan. Najlepsze w tym wszystkim jest to, ze obecna sytuacja jest czymś zupełnie normalnym dla większości ludzi. Partnerzy mają przyjaciół, znajomych. Nie spędzają czasu tylko ze sobą... Tyle, że u Nas tak nie było. I obecna zmiana bardzo mnie frustruje i sprawia, że mam niemały mętlik w głowie. Czuje się jakbym nie była dla Niego już taką fajną, lekko podniecającą tajemnicą, a czymś już nudnym. Gdy ma spotkać się ze swoim kolegą zaczyna być cały podniecony, radosny. Chyba ze mną już tak nie jest... Stałam się "chlebem powszednim" tego związku. 
Może spowodowane jest to tym, że ostatnio czuje że On nie ma ochoty spędzać ze mną już tyle czasu. Sama gubię się z sobą. Nie wiem czego w życiu chcę. Czuje się przybita i mam wrażenie, że moja depresja wraca z większą siłą. Drugi raz w życiu, a w zasadzie pierwszy przy Nim dostałam jakiegoś załamania, nie mogłam sobie ze sobą poradzić - trochę przez paniczny strach, który we mnie wzbudził poprzez udawanie wampira. Mam ogromne kompleksy, ataki paniki, strachu i kompletnej niemocy. 
Przedwczoraj po prostu leżałam zawinięta w koc i płakałam jak bóbr. Nie potrafiłam poradzić sobie ze swoimi emocjami, z uczuciem osamotnienia i sobą. Tysiące myśli, zaraz totalna pustka. Nie wiem jak wyjść z tego obłędu. Czuję, że tracę go w pewien sposób bo nie widzi już we mnie tej samej dziewczyny którą poznał. Za dużo problemów, którymi Go obarczam. 
On nie daje rady, ja już dawno przestałam walczyć...

sobota, 16 marca 2013

Ja to tego nigdy nie zrozumiem...

Tak sobie tu wszedłem,i patrzę a tam w wersjach roboczych post o tytule: "Czy jesteśmy gorsi od poprzedników?" do tego oznaczony jako Ona. Więc sobie myślę; o co może chodzić? Nie wiem czemu jest u Niej tyle kompleksów. Naprawdę jest niesamowitą dziewczyną, wyjątkową i mógłbym wymieniać tu wiele Jej pozytywnych cech bo jest na prawdę wspaniała. Ale często bierze się u niej przeświadczenie, że jest gorsza. Nie wiem co z tym zrobić. :( 

Jeszcze dzisiejsza kłótnia. Jakaś masakra. Poszło o używanie w rozmowie z Nią trybu głośnomówiącego. Fakt etykieta wymagała bym jej powiedział o tym ale wysłuchiwanie tyrady o spodniach i tym, że już nie ma tych co chciała i co Ona ma teraz zrobić i jakie Jej się najbardziej podobają w obliczu zmęczenia i żołądka przyklejonego do kręgosłupa wymagały tego ode mnie bym po prostu nie padł z głodu. No i dostało mi się za to wszystko co jeszcze sobie ostatnio przeskrobałem (głównie moje paplanie i żartowanie). I siedząc sobie teraz tak samemu, z trochę urażoną dumą (bycie nazwanym pojebanym nigdy nie jest miłe), myślę tylko o jednym, chciałbym być przy Niej. Czuć zapach jej włosów, leżeć obok Niej, przytulając Ją i głaszcząc. I jest jedna rzecz o której nigdy Jej nie mówię, boje się krzyków, płaczu i obrażania (Tak kochanie, jak będziesz tak robić non-stop to zacznę się bać do Ciebie odzywać). Wiem, jak bardzo mnie kocha. Uwielbiam czuć się jej potrzebny, ten moment gdy chce bym ją przytulał. Lecz czasem odnoszę wrażenie, że to wszystko jest jednostronne. Wiem jak duże ma problemy z okazywaniem uczuć. Wiem, ze mnie kocha. Ale ja też potrzebuję tego wszystkiego. Może w mniejszym stopniu ale zawsze. Często czuję się przez to nieatrakcyjny. Tak jakby nie było już potrzeby "podrywania" mnie, chęci zwrócenia mojej uwagi. Może uznacie moje potrzeby za dziwne lub typowo babskie ale każdy z nas lubi czuć się adorowany. Dziś mi po prostu Jej brakowało. I z chęcią wysłuchałbym jej paplaniny o spodniach, by móc słuchać Jej głosu i wiedzieć co się u Niej działo przez cały dzień. Dlatego chcę już z Nią zamieszkać, tak by nie musieć z nią rozmawiać przez telefon bądź fb. Nie mieszkamy znów tak daleko od siebie ale nasze niekończące się tematy potrafię się ciągnąć godzinami. A ja chcę po prostu leżeć i słuchać jej głosu, czuć jej zapach i patrze głęboko w oczy. Czy to dużo?

poniedziałek, 11 marca 2013

Nie trzeba nic więcej

Ciemny pokój, rozstawione w każdym kącie świeczki, tylko my, za oknem śnieżyca i hulający wiatr.
Rozmawiamy.
Nie trzeba mi nic więcej tylko Jego obecność. Możliwość wyżalenia się, wyrzucenia z siebie tego co często w sobie duszę. Często to banały, wspomnienia z przeszłości, jakieś żale.
On słucha.
Gdy tylko widzi, że jest mi smutno robi wszystko, aby poprawić mi nastrój. Ok, normalne, pary tak mają.
Sprawia, że moja mała depresja, mały smut, siedzący głęboko we mnie powoli mijają. Z dnia na dzień. A On robi wszystko, żebym była szczęśliwa. 
Karze wskakiwać na sanki i zawozi do domu, w ogromnej śnieżycy i mrozie. Na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech i radość. Tylko pupa trochę boli!
Jesteśmy na ulicy. Tylko my. 

środa, 6 marca 2013

Uzależnienie

Nie wiem jak inaczej nazwać to co do Niej czuję. Jesteśmy ze sobą rok, spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, a ja nie jestem w stanie wytrzymać bez niej całego dnia. Najtrudniejszą rzeczą z jaką muszę się mierzyć codziennie jest zrezygnowanie ze spotkania z Nią i zajęcie się swoimi obowiązkami. Czasami dziwi mnie to, że potrafimy ze sobą tyle wytrzymać bez wkurzania się na siebie. Momentami boję się, że gdy zamieszkamy razem nie będę umiał już żyć inaczej niż bez Niej i przy Niej. Więc sądzę, że nie da się tego nazwać inaczej niż uzależnieniem od Niej i Jej towarzystwa. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że odnoszę wrażenie, iż u Niej jest podobnie i nie ważne jak dużo czasu spędzamy razem, każda chwila osobno jest dla nas cierpieniem. Lubie robić różne rzeczy, mam swoje hobby, zainteresowania i lubię pracować. Ale to wszystko, bez niej przestaje mi sprawiać przyjemność i staje się torturą. Boję się tego co dzieje się z moją głową, uczuciami i nie wiem co zrobię gdy kiedykolwiek Jej zabraknie. Pewnie wiele osób uzna to za dziwne, szczeniackie, bądź głupie. Ale swoje przeżyłem, wiele zrobiłem i to co teraz się dzieje jest głębokim uczuciem i przeżyciem które ma na mnie duży wpływ. Nie jest kaprysem, chwilowym zauroczeniem, głupią zachcianką. To coś więcej. Dużo więcej. Nie wiem co Ona o tym pomyśli, co pomyślicie wy którzy to czytacie. Ale jestem szczęśliwy. Dopóki jest w okolicy ;-)

niedziela, 24 lutego 2013

Współnastroje

Często mam ochotę napisać post na blogu, mam w głowie cały plan, a gdy biorę laptopa na kolana cała wena ucieka. Zastosuję tutaj bardzo poetyckie porównanie - moja wena ucieka, tak jak cała radość życia z Niego. Nie ma się jednak z czego śmiać, ponieważ to co się z Nim dzieje staje się dla mnie coraz cięższe do zniesienia. Jednak nie chodzi mi tutaj o znużenie czy zniecierpliwienie, ale komfort psychiczny. Gdy coś niedobrego dzieje się z osobą nam najbliższą czujemy niepokój, a przede wszystkim martwimy się. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że częściowo znam powód Jego stanu. Wiem dlaczego tak jest...ale nie potrafię mu pomóc. Czasami wyrzucam sobie, że to moja wina - nie poświęcam mu należycie czasu, nie mobilizuję go do zmian, nie jestem dobrą partnerką - niekiedy dochodzi to do stanu że jest nieszczęśliwy bo jest ze mną. Boje się, że ta druga część jego problemów o których nie chce mi mówić i które siedzą gdzieś w Nim głęboko dotyczy mnie i naszego związku. W moim przypadku - problemy zawsze upatruję w sobie...Kolejną sprawą jest fakt, że strasznie cierpię gdy widzę go w takim stanie. Na pewno nie chcę, aby skrywał się przede mną, udawał ze jest świetnie. Chciałabym jednak, aby coś zmieniło się w jego nastawieniu. Czasem boje się, że dopada go najzwyklejsza w świecie depresja - niemoc, przygnębienie, totalne zjazdy nastroju w dół. 
Amplituda humorów i nastrojów sprawia, że opadają mi ręce, nie wiem co robić - już przytulenie, o którym tak wiele mówił (i zapewniał, że tylko tego mu trzeba w takich momentach) nie wystarczają...

środa, 13 lutego 2013

Chórki

Czy możliwe, że dwie osoby - osobne ciała, 2 osobne rączki, 2 osobne nóżki - potrafią mieć jeden "telepatyczny" mózg? On pisał wcześniej o naszych wspólnych myślach, ale żeby powtarzało się to już notorycznie, prawie codziennie?
Siedzimy sobie dziś, przeglądając internet. Jestem dużym dzieckiem więc jakiś czas temu zapragnęłam konsoli - najlepiej takiej ruchowej. Niedługo musiałam czekać i mimo iż nie mamy drzewka z pieniędzmi, ani nie hodujemy "kapusty" w słoikach, w moich skromnych progach pojawiło się Nintendo Wii. Oczywiście kilka gier to za mało. Zaczęliśmy poszukiwać jej modyfikacji, innych gier. Czytamy wpis na forum po czym słychać chóralne "To w sumie nie jest takie trudne." Nie liczy się w tym momencie kontekst całego zdarzenia, a fakt że zaczynamy mówić to samo w tym samym momencie zaczyna robić się...nieco zabawny i jednocześnie dziwny - czy możliwe jest dobrać się tak dobrze, żeby ciągle mówić to samo?

niedziela, 10 lutego 2013

Pan i Władca.

Zdecydowanie zachował się wczoraj jak idiota. Chyba nie ma nic gorszego dla początkującego kierowcy-kobiety niż krytyka ze strony faceta. Niestety Ona wczoraj tego doświadczyła. Wiadomo, każdy z nas popełnia błędy, szczególnie na początku swojej kariery kierowcy. I myślę, że nie ma w tym nic złego, bo każdy uczy się na błędach i dobrze kiedy ktoś zwróci nam uwagę gdy je popełniamy. 

Wczoraj niewiele zastanawiając się opowiadałem o Jej błędach za kierownicą. Nie chciałem jej wyśmiewać, po prostu te sytuacje wydały mi się dosyć zabawne (chociaż ta wczorajsza sprawiła, ze serce podeszło mi do gardła i lekko zawilgotniały mi majtki) i nie miałem zamiaru z niej szydzić. Ona, odebrała to inaczej i wszystko nie potoczyło się najlepiej. Jest w tym dużo mojej winy bo zapomniałem, że Ona jest bardzo delikatna, przejmuję się nawet najmniejszą częścią swojego życia i tego jak inni ją postrzegają. Do tego jestem osobą która lubi prowokować innych, tak żeby wdać się w jakąś dyskusję i w ten sposób wykazać swoją wyższość nad inną osobą. I tu pojawia się kolejny mankament mojego charakteru. Sam również mam niskie poczucie własnej wartości i w połączeniu z wrednym usposobieniem sprawia to ze próbuję się dowartościować kosztem innych, niestety często odbija się to na Niej. Jest mi cholernie głupio, że tak wychodzi i nie umiem nad tym zapanować. Wiem, że z tego powodu bardzo nadwyrężam Jej zaufanie wobec mnie i przez to nie chce mi mówić wielu rzeczy bo boi się, że jakoś głupio to skomentuję, wyśmieję  Ją w towarzystwie innych ludzi i w ten sposób Ją powoli tracę. 

Trochę szkoda, ze ten blog przestał spełniać swoją podstawową funkcję jaką miało być opisywanie naszych zabawnych codziennych sytuacji. Może po prostu mamy ostatnio gorszy okres. Chociaż, nadal oboje zaczynami mówić to samo w jednej chwili, co świadczy, że nasze myśli krążą bardzo blisko tych samych tematów. Uwielbiam kiedy Ona się śmieje, gdy oboje leżymy w łóżku i Ona udając świnkę ratuje mnie-kozę tak jak na filmiku gdzie świnia ratuje topiącą się kozę. Powoduje to u mnie niekontrolowane wybuchy śmiechu i płaczu. Żałuję, że moje problemy mają przełożenia na nasz związek, że nie zawsze jest tak fajnie jak wtedy gdy oboje się uśmiechamy i nie myślimy o tym co sprawia nam przykrość. Mam nadzieję, że będę miał szansę Ją kiedyś zrozumieć, opowie mi co się z nią dzieje, a ja nie będę Jej zasmucał, a będę dla niej wsparciem którego potrzebuje. Mam nadzieję, że mi wybaczy moje wczorajsze zachowanie i wrócimy do swoich codziennych głupot.