Ciemny pokój, rozstawione w każdym kącie świeczki, tylko my, za oknem śnieżyca i hulający wiatr.
Rozmawiamy.
Nie trzeba mi nic więcej tylko Jego obecność. Możliwość wyżalenia się, wyrzucenia z siebie tego co często w sobie duszę. Często to banały, wspomnienia z przeszłości, jakieś żale.
On słucha.
Gdy tylko widzi, że jest mi smutno robi wszystko, aby poprawić mi nastrój. Ok, normalne, pary tak mają.
Sprawia, że moja mała depresja, mały smut, siedzący głęboko we mnie powoli mijają. Z dnia na dzień. A On robi wszystko, żebym była szczęśliwa.
Karze wskakiwać na sanki i zawozi do domu, w ogromnej śnieżycy i mrozie. Na mojej twarzy pojawia się ogromny uśmiech i radość. Tylko pupa trochę boli!
Jesteśmy na ulicy. Tylko my.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz