Wygląd naszego bloga może nie należy do najlepszych, ale na razie tylko na tyle mnie stać. Jak to On powiedział "jest przesłodzony". Ok, to prawda. Cały czas będę próbowała nadać blogowi zadowalający mnie wygląd. Dobra, czas skończyć z opowiadaniem o pracach "moderatorskich" na blogu i przejść do sedna.
Mając około 16 lat spotkałam Go po raz pierwszy. Trudno mi nawet opisać to coś dziwnego co mnie do Niego ciągnęło. Tak wiem... miłość od pierwszego wejrzenia, motyle w brzuchu - nuda. To nawet nie było to. Od momentu gdy Go poznałam miałam nieudane związki, kochałam innych facetów. Jednak od zawsze On był dla mnie kimś nieosiągalnym, na jego widok zaczynałam przypominać bardziej nieociosaną kłodę niż rozmowną dziewczynę którą mógłby się zainteresować. W końcu był bożyszczem nastolatek i licealistek. Ja natomiast nie wyglądałam za specjalnie, przypominałam damskiego Austina Powersa, niż fajną laskę. A przecież tylko takimi się interesował. Miałam chłopaka, jego kolegę z resztą. Właśnie mój ówczesny chłopak nas ze sobą poznał. Nie pamiętam nawet tego momentu - w zasadzie nic wielkiego, podanie sobie ręki, zdawkowe "cześć". Ja nie zapadłam mu w pamięć, On mi tak. Potem widziałam go parę razy. Jakimś cudem po 5 latach jego profil polecił mi Facebook, On - jako sugerowany znajomy. W zasadzie to nie wiem, dlaczego dodałam go do swoich znajomych. Przecież tak naprawdę to się nie znaliśmy. Nigdy nie gadaliśmy, On mnie nawet nie pamiętał. Patrząc z boku, można nawet stwierdzić, że to trochę żałosne. Dodatkowym czynnikiem "żałościwości" jest fakt, że zostałam przyjęta do jego grona znajomych ze względu na swój wygląd... Niegdyś nie bardzo przypominająca dziewczynę, dziś zostałam uznana z piękność. Nieważne. Okazało się, że mogłabym rozmawiać z Nim godzinami, miesiącami, latami.
Aktualnie największym moim marzeniem jest móc rozmawiać z nim aż do końca swojego życia. (Rany, co za patos!)
Mając około 16 lat spotkałam Go po raz pierwszy. Trudno mi nawet opisać to coś dziwnego co mnie do Niego ciągnęło. Tak wiem... miłość od pierwszego wejrzenia, motyle w brzuchu - nuda. To nawet nie było to. Od momentu gdy Go poznałam miałam nieudane związki, kochałam innych facetów. Jednak od zawsze On był dla mnie kimś nieosiągalnym, na jego widok zaczynałam przypominać bardziej nieociosaną kłodę niż rozmowną dziewczynę którą mógłby się zainteresować. W końcu był bożyszczem nastolatek i licealistek. Ja natomiast nie wyglądałam za specjalnie, przypominałam damskiego Austina Powersa, niż fajną laskę. A przecież tylko takimi się interesował. Miałam chłopaka, jego kolegę z resztą. Właśnie mój ówczesny chłopak nas ze sobą poznał. Nie pamiętam nawet tego momentu - w zasadzie nic wielkiego, podanie sobie ręki, zdawkowe "cześć". Ja nie zapadłam mu w pamięć, On mi tak. Potem widziałam go parę razy. Jakimś cudem po 5 latach jego profil polecił mi Facebook, On - jako sugerowany znajomy. W zasadzie to nie wiem, dlaczego dodałam go do swoich znajomych. Przecież tak naprawdę to się nie znaliśmy. Nigdy nie gadaliśmy, On mnie nawet nie pamiętał. Patrząc z boku, można nawet stwierdzić, że to trochę żałosne. Dodatkowym czynnikiem "żałościwości" jest fakt, że zostałam przyjęta do jego grona znajomych ze względu na swój wygląd... Niegdyś nie bardzo przypominająca dziewczynę, dziś zostałam uznana z piękność. Nieważne. Okazało się, że mogłabym rozmawiać z Nim godzinami, miesiącami, latami.
Aktualnie największym moim marzeniem jest móc rozmawiać z nim aż do końca swojego życia. (Rany, co za patos!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz